Jak to się wszystko zaczęło?

Cała ja — dziewczyna pełna pasji, pomysłów i czerpiąca z życia co najlepsze! 

Kiedy skończyłam szkołę średnią, to chyba podobnie jak większość osób w tym wieku, nie wiedziałam, co chcę zrobić ze swoim życiem. Pochodzę ze wsi, a w mojej rodzinie zawsze było takie przeświadczenie, że należy iść na studia, że tylko wtedy coś osiągnę i będę mieć dobrze płatną pracę. 

Mój problem był taki, że ja faktycznie nie chciałam kontynuować nauki w szkole wyższej, ale nie mogłam przekonać do tego rodziców. Ze względu na to, że lubię bawić się modą, chciałam iść na dwuletnie studium z projektowania wnętrz i ubioru. Jednak ta szkoła była płatna, a moi rodzice powiedzieli, że za to nie zapłacą, sama też nie miałam środków, więc na chęciach się skończyło.

Gdy myślałam jeszcze, że moje życie będzie związane z modą…

Koniec końców za mocnymi namowami rodziców studia ukończyłam na Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie na kierunku: Inżynieria Środowiska. Czego nauczyły mnie te studia? Przede wszystkim (i chyba tylko) kombinowania. 

W międzyczasie miałam wiele zainteresowań i próbowałam różnych rzeczy. W wakacje przed pójściem na studia moja koleżanka namówiła mnie na bycie animatorką podczas rekolekcji, zgodziłam się, bo potrzebowałam trochę więcej luzu po roku przygotowań do matury. Myślałam, że to nie będzie dla mnie, ale wkręciłam się, zwłaszcza że działali z misją, pomagali różnym biedniejszym krajom i stąd chciałam pojechać wraz z tą organizacją na wolontariat do Indii. Wszystko jednak legło w gruzach przez moich rodziców, którzy nie wyrazili na to zgody. 

Po trzech latach studiów, które mnie kompletnie nie interesowały, tym bardziej nie wiedziałam, co zrobić z własnym życiem.

Moje poczucie własnej wartości na tamten moment było zerowe. Oczywiście jeżeli chodzi o życie zawodowe, prywatnie miałam grono przyjaciół, z którymi często się spotykałam. Wiedziałam, że jeśli nie zacznę robić czegoś dla siebie, to będzie tylko gorzej. Dlatego postanowiłam poprawić maturę i iść na prawo, o którym zawsze myślałam, a którego nie wybrałam początkowo właśnie przez rodziców. Tym razem postanowiłam im o niczym nie mówić, wiedziałam, że będą chcieli, zniechęcić mnie do tego pomysłu i mówić, że sobie nie poradzę.

Jako animatorka na rekolekcjach misyjnych. 

Udało mi się i dostałam się na Uniwersytet Jagielloński, chociaż zaocznie. Przez rok funkcjonowałam jak robot. Jednocześnie pisałam pracę inżynierską, studiowałam prawo i pracowałam, żeby móc zapłacić za studia. Kiedy z 1200 studentów znalazłam się wśród 200, którym udało się przejść selekcję pierwszego roku, dopiero wtedy z dumą wyznałam rodzicom prawdę. 

Nie wiedziałam, co robić, z jednej strony chciałam przerwy, gdzieś wyjechać, ta ciągła praca i nauka mocno mnie męczyły, mimo że niczego mi nie brakowało. Miałam wygodne życie, od dziadków dostałam samochód, a rodzice kupili mieszkanie w Krakowie, gdzie mogłam się przeprowadzić, ale wciąż mi czegoś brakowało. Nie chciałam już podążać za schematami i robić tego, czego oczekuje rodzina. Tak narodził się pomysł na program Au Pair i wyjazd do USA.

Przewijanie do góry